Zmora wspomnienia z 1863 szpieg Jcek

Zmora wspomnienia z 1863r. Szpieg Jcek zapiski Jana Jarno - seniora

Do licznych opisów klęski powstania 1863 zachowana jest jako tradycja rodzinna, bitwa w Miechowie i śmierć patrjarchy rodziny Jarnów z Komorowa Błażeja Jarno. Śp. p. Błażej Jarno był właścicielem 2-ch młynów na Miechówce i folwarku Komorowskiego, mieszkał w pierwszym młynie od miasta, gdzie pracą i oszczędnością zdobył skromny fundusz, pragnąc nim obdzielić swą rodzinę składającą się z dwóch zamężnych córek Maryi Grzegorzewskiej i Barbary Kwapińskiej oraz 2-ch synów, z których starszy Antoni jako mistrz kowalski osiadł w Olkuszu, drugi August jeszcze wówczas nie żonaty i niepełnoletni pracował przy Ojcu, który chory na astmę nie mógł sam pracować , i w czasie niniejszego opowiadania trapiony chorobą ledwie trzymał się na nogach, zaś do pracy przy młyna trzymał młynarczyka Osikowskiego i do pomocy parobka z sąsiedniej wsi nazwiskiem Zmora.

W połowie lutego 1863 roku osaczony w Ojcowie dowódca powstańców Kurowski, chcąc się połączyć z Langiewiczem postanowił uderzyć w słaby punkt otaczająch go ze wszech stron moskali, postanowił udeżyć na Miechów i po połódniu 16 lutego w Skale po odbytym naborzeństwie na którym Ks. Serafin Szulc wygłosił podniosłe kazanie, wzywając powstańców aby odbywające się właśnie w Miechowie 40-sto godzinne nabożeństwo zakończyć jutro uroczystem w kościele Bożogrobców Te Deum.

Niestety niepopularne u żydostwa chłopów powstanie a z nim i ostatnie z nim zamiary Kurowskiego już wcześniej przez szpiegów uprzedziły moskali, którzy w sile całego pułku smoleńskiego w którym cała prawie połowa polaków służyła, wraz a altylerią przygotowała zajadłą obronę i najpierw zająwszy od drogi prowadzącej do Słomik cmentarz Miechowski obsadziwszy prawie wszystkie okna w domach ulicy Krakowskiej, rynku i byłego klasztoru Bożogrobców czekali przybycia powstańców.

Bitwa  pod MiechowemŚwitem 17 lutego patrole konnicy doniosły o zbliżających się polakach pod wodzą Kurowskiego, których dopuszczono aż do środka ulicy i tu dopiero otworzono na nich morderczy ogień. Napadnięty Kurowski cofnął się, by najpierw zdobyć cmentarz na którym rozegrał się pierwszy akt tragedyi, drogo jednak choć nie na długo opłacono ten sukces blisko 50-ciu ofiarami zabitych i drugie tyle rannychzaległo święcony obszar cmentarza, reszta tragedyi rozegrała się na rynku i przed klasztorem gdzie jak do zwierzyny na polowaniu z drzwi dachów i morderczym ogniem ginął najpiękniejszy kwiat młodzieży Uniwersytetu Jagielińskiego reszta w bezładnej ucieczce uchodziła wszystkimi drogami ku rakowu. Od strony zachodniej cmentarza. Miechwskiego od miasta aż ku wsi Kosmorowowi ciągnie się głęboki na kilkadziesiąt stóp parow, którym niedobitki Kurowskiego zdażały z palącego się Miechowa, który moskale p0 odniesionym zwycięstwie ochytnie rabowali i zabiwszy burmstrza Orzechowskiego podpalili ze wszystkich stron.

Do młyna w Komorowie pod wieczór 17 lutego zgłosiło się 2-ch

młodzieńców akademików z których jeden ranny nogę spisą* kozacką a drugi z przestrzelonym bokiem iść już dalej nie mogli. Stary i chory właściciel Komorowa Błażej Jarno przyjął

nieszczęśliwych i i polecil młynarczykowi 0 rany im opatrzenie. Celem zaś

zachowania im życia i nienarażania się po drogach na napady moskali "gieroi" Smoleńskiego pułku postanowił na jakiś czas zatrzymać obu w młynie aby gdy nieco się uspokoi odwieść ich ku Krakowu; rannym zamieniono odzież i umyślnie umaczano tak zwanym krochmalem aby niby pracownicy młyna nie byli od moskali poznani. Nie płodne były obawy Stare.go J. bo już na drugi daień zjawili się kozacy i zrewirodowawszy każdy zakąsek domostw i stodół gdzie nawet snopy kłuli spisami wposzukiwaniu miąteżników. Nie znalazwszy podej podejrzanego na odjezdnym zaczepieni zostali przez parobczaka który im opowiedział fakt ukrycia powstańców przez młynarza

J. Wrócili z powrotem rozwydrzeni kozacy i najpierw rozprawili się z rannymi. Wywleczono ich 'najpierw na podwórze i zbito nachajami, następnie na rozkaz uriadnika formalnie pałaszami zasiekano. Obecny podczas tej krwawej egzekucji Zmora z Białej Miechowskiej świtce i młynarczak 0. który patrzył z ukrycia widział jeszcze jak kaci kozacy ocierali o poły Switki Zmoty swe pokrwiawionę po rękojeść pałasze na pamiątkę niby bratniej krwi przezeń moralnie, przelanej.

W świetlicy na łożu leżał chory J. do którego teraz zwrócili się siepacze bijąc go kolbami karabinów i zadając razy, nachajami domagali się pieniędzy. Chory J. oddał im co posiadał codo grosza i kiedy już więcej od niego wydusić nie mogli zapalili na łóżku słomę i przypiekali nią już prawie umierającego. Żona i młody syn w obawie o życie i wrócili wtedy kiedy już ofiara egzekucji słabo oznaki o życia dawała.

Sad ranem 18 lutego zdążył najstarszy syn zamieszkały w Olkuszu Antoni J., lecz został już jedynie- stygnące zwłoki ojca które następnie bez ceremonii kościelnych w prostej zbitej przez docmowników trumnie ze zwłokami zamordowanych akademików pochowano w cichości na miechowskim cmentarzu.

Zmora został i żył jeszcze długo a nawet późniejszemi czasy moskale wójtem g0 odwołali w sąsiedniej gminie. Był to atletycznej budowy osobnik z długimi aż na oczy opadającymi brwiami wyjgląd jago był niesympatyczny prawie dziki zmarł w przededniu wybuchu wojny światowej. Piszący ten pamiętnik znał jeszcze więcej uczestników pogromów miechowskiego powstania polaków żołnierzy Smoleńskiego pułku nosili długo medale za uśmierzenie polskiego powstania byli to ludzie prości za zdobyte na spalonym Miechowie pieniądze i kosztowności kupowali rolę lub domki. chęłpiac się swą odwagą i męstwem w wojsku zaborczym.

Szpieg - Icek

Icek Lipszyc był handlarzem skupował na wsi skórki królicze, kury, jaja, zboże w małych partiach które następnie przemielał w młynie we wsi Polis znajdującym się a środku lasów miejskich Okuskich o 7 kilom u młynarza Szczepana Feliksika.

Pewnego razu a było to podczas powstania 1863 r. w nocy z dnia 3-g0 na 4-y maja Icek pilnując w wyżej wspomnianym młynie swego skromnego przemiału zdziwiony i zaskoczony został przybyciem do młyna od strony wsi Tłoki w.b. zaborze austryjackim oddziałów wojska w czerwonych czapkach i takiejżr koszulach, których z wielkim szacunkiem przyjmował iw miarę możliwości ugościł młynarz Feliksik.

Nie w ciemię bity Icek od razu z wąchał co się świeci i cichaczem porzuciwszy na łaskę opatrzności swe skromne przemiały ilemu tylko sił starczyło pędem podążył do miasta, usłusznie zameldował panu jenerałowi, że do młyna przybyli tacy to i tacy wojownicy co o małonie zabili paru pogranicznych obieszczyków i teraz oni tam pewnie wypoczywają.

Uśmieritieł powstania w olkuskim kniaź Szachowskij hojnie uczciwego Icka nagrodził nie sądził jednak że ma tu do czynienia z zawodowym żołnierzem, ale jak zwykle z nieuzbrojonymi dostatecznie partyzantami i prędko wysłał rotę piechurów aby mu buntowników żywcem przyprowadzili. Dowódca Legii cudzoziemskiej Galibaldczyk Fr. Nullo onto był właśnie ze swoimi nieodstępnymi towarzyszami oraz innemi polskiemi partyzantami. Do 500 głów razem liczącemi. Gdy spostrzeżono ucieczkę żyda Icka z młyna pułkownik Nullo nakazał natychmiastowe opuszczenie młyna i w lesie pod Bukownem przyjął chcącą osaczyć ,go rotę Ks.Szachowskija tak rzetelnie że ta zostawiwszy o lesie kilkunastu poległych i nie zdążywszy nawet pozbierać rannych do Olkusza z powrotem drapneła. Uprzedzony prze konnego żołnierza pograninczne j straży Szychowskij wysłał szosą ssrtone Sławkowa kozaków piechote i .;• i altylerię aby odci ąć Nullemu drogę atoli ten ostatni był już lesie pod Krzykawką gdzie okopawszy się tymczasowo obóz przygotował się przeprawić przez Przemsze i ku Częstochowie podążyć.

Niezaprowiantowani przemęczeni powstańcy forsownymi marszami jakie po lasach i piaszczystych drogach przybyli formalnie głodni,/ jak dosłownie opowiadał uczestnik tej wyprawy pułkownik Kazimierz Uniewski obecny na uroczystości odsłonięcia pomnika Nullo w 1923r./ wysłał pułkownik Nullo w międzyczasie ludzi do dworu pp. Gaszyńskich w Krzykawce po żywność

i w czasie kiedy ją załadowano na wozy i wieziono do obozu zdążył do wsi oddział kozaków i jeden z nich przebrawszy się za wieśniaka podążył za wozami wiozącymi prowianty powstańcom, zaczaiwszy się następnie w przyległych do polanki krzakach obok obozu dokładnie poinformował przybyłych towarzyszy - wojsko moskiewskie o sile i położeniu i silę partyzantów. Wywiązała się strzelanina. Włosi i Polacy dzielnie się bronili, jednak gęstwina lasu nie pozwalała na otwartą bitwę, czego widocznie Nullo starał się uniknąć.

Cofnąć się z swem oddziałem nie miał gdzie, albowiem od północy i zachodu jary i bagna nadprzemszańskie uniemożliwiały w tym kierunku wszelkie ruchy, zaś dzięki usłużnemu Ickowi Szachowskoj otoczył go od południa i wschodu, wszelkiego rodzaju broni moskalami. Pozostało dzielnemu wodzowi jedno, przebić się z powrotem ku Bolesławiu i granicy i już w tym kierunku zostały wydane rozkazy. Kiedy szpieg kozak, przebrany mając czas poznać osobę Nulla, zdobywszy karabin na bliską metę wypalił w pierś walczącego Garibaldczyka. Padł na miejscu Nullo, komendę oddziału podjął pułkownik Miniewski i większa część partyzantów zdołała przerwać pierścień moskiewski; niestety wierni swemu wodzowi Włosi w większej liczbie zostali wzięci do niewoli, wielu z nich podzieliło los polskich buntowszczyków tajgach Sybiru ;mała liczba odesłana do Austrii i Włoch. Zaś dzielnego pułkownika Nullo uczcił kniaź Szachowskij honorowym pogrzebem przy odgłosach salw karabinierów w dniu 7 maja 1863r. na cmentarzu w Olkuszu.

Icek żył do 1913 roku był bardzo biedny, ciążyły na nim pozagrobowe cienie zemsty zdradzonych obrońców ojczyzny. Zmarł na zakażenie krwi z powodu zakłucia drzazgą drzewa prawej ręki.

 

 

 

 

 

*Cytat z Kitowicza: 

"Kiedy zażywali karabinków albo sztućców, wtenczas nie zażywali dzidów, albowiem karabin straszniejszy był hajdamakom niż dzida, którą to hultajstwo dziwnie zręcznie i daleko lepiej od Polaków szermować umiało. Jeden hajdamak, wpadłszy między polskich, mógł czterdziestu w momencie rozpędzić, każdemu zadawszy ranę albo śmierć. Dzidy, po rusku
spisy zwane, hajdamacy mieli krótkie, nad cztery łokcie ( 2,30 metra przypis Błazej ) nie dłuższe, grotem ostrym żelaznym z obu końców opatrzone; ta spisa i samopał były całym hajdamaki uzbrojeniem..."

 

 


 

Odwiedza nas 9 gości oraz 0 użytkowników.

Gościliśmy

794002
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
W tym roku
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od 1 grudnia 2014
127
179
1916
790493
1916
9410
794002

Twoje IP: 3.237.178.91
2021-03-06 16:46:16

Zamonit.pl © 2011-2015. Napoleon Czarny