Bitwa w Miechowie 17 lutego 1863

Bitwa w Miechowie 17 lutego 1863


Opis niniejszy został sporządzony w 52 rocznice powstania.

materiały pochodzą ze zbiorów Muzeum PTTK w Olkuszu

 

Bitwa w Miechowie 17 lutego 1863

 

 

Z Miechowem wiązą się smutne i bolesne wspomnienie z dziejów powstania styczniowego 1863 r. przegrana wojsk powstańczych, spalenie miasta i dokonany mord z rabunkiem które przyniosły nie zaszczyt męstwa dla woja rosyjskich, ale plaży na mundurze rosyjkim, oddawna obryzganym niewinną krwią polaków, których się moskale mienią słowiańskimi braćmi.

Zapowiedz powstania i przyspieszony, wybuch jego w kraju wiadomymi były tutejszym mieszczanom, sympatyzującym ruchowi, jak i w innych miastach.

Z polecenia Komitetu Centralnego tworzenie sił zbrojnych w Krakowskiem powierzonem zostało Apolinaremu Kurowskiemu uczniowi w sztuce wojennej generała Mierosławskiego.

Po zwycięstawie nad moskalami w Sosnowcu, organizująca się armia rewolucyjna województwa Krakowskiego głównie ześrodkowaną była około Ojcowa. Baczną uwagę zwrócono na nią ze strony rosyjskiej i nakazano obławę. Przeciw Kurowskiemu w połowie lutego wyruszyły znaczniejsze i przeważające siły moskali z zamiarem otoczenia. Kurowski posiadał jakna jdokładniejsze wiadomości o planie napadu na niego w Ojcowie, Lecz tu lub w bliskości, w rejonie czynione na niego obławy, nie mógł przyjować bitwy. Trzeba ale jednak było wydostać a okalającego pierścienia i połączyć siły z Langiewicza, co było jego dążeniem. Od strony Olkusza kierował się nań Ostrowskij. Bagration zaś, który zagrażał tyły miał wyruszyć z Miechowa na obławę na niego, o czem Kurowski musiał także mieć wiadomości.

Wódz polski przekonanym był, że z chwilą wyjścia Bagrationa z Miechowa, miasto będzie miało załogę słabą i łatwo do zniesienia. Miechów więc według niego był najsłabszym punktem do pokonania

Pełen najlepszych nadziei opuścił Ojców dnia lutego o godzinie 2 i pół po południu. Plan swój trzymał w tajemnicy i nikt z zpodkomendnych o zamiarach dowódzcy swego nic wiedział, lecz w

Skale ks. Serafin Szulc w przemowie cwoj wyraził się niebacznie.

że w Miechowie te go dnia rozpoczyna się czterdziestogodzinne nabożeństwo i że trzeba je usolennić o starym kościele Boźogrobców w Trumfalnym " Te Deum". Ta obietnica nierozważna wdaje się niestety swój wpływ wywarła na skutki wyprawy, jak później zobaczymy.

Duch w wojsku panował nadzwyczajny. " Takiego zapału i ochoty w żołnierzu powiada naoczny świadek - nigdzie już później widzieć się nie zdarzyło" .

Dla wykonania swego planu Kurowski zamierzał wyruszyć zwykłą drogą przaz Iwanowice ku Słomnikom, a stąd bitym traktem w stronę Miechowa. Wtem w Skale dowiedział się, że Bagraton przybywszy do Słomnik, rozsieli swe siły na dwie grupy: jedna zdążała na Michałowice a druga na Iwanowice do Skały. Nie chcąc się spotkać z mokalami, z którymi - jak wyżej się powiedziało nie stoczyć bitwy, nagle marszutę swą zmienił na lewo na Minogę i Czaple Wielkie. Ze Skały zaś wysłał rozkaz do Cybulskiego, stojącego w Wolbromiu aby ten wymaszerował na wschód, trzymając się biegu rzeki Szreniawy do wsi Biskupice. leżącej w odległości paru kilometów od Miechowa i tam stanął wdniu 17 lutego o rodź 5 rano oczekując dalszych rozkazów.

Okolica tutejsza pokryta wzgórkowi gęstemi i wąwozami utrudniała pochód,- marsz powstańców, zwłaszczą zimową porą był uciążliwy. Przytem noc zapadała szybko i zwiększała trudności pochodu.

I choć posuwano się wolno. ludzie jednak męczyli się i wyczerpywali. O północy dobito do Czapil. - Wielkich, gdzie naznaczono chwilowy odpoczynek.

Tu przyłączył się oddział Grekowicza, dążący z piotrkowskiego aby się z Kurowskim zjednoczyć.

Po parogodzinnym spoczynku i posiłku wyruszono dalej około godziny 5-tej rano skręcając na szosę krakowską, mniej więcej na 6 wiorście od Miechowia a następnie tym traktem maszerowano w kie­runku Miechowa i zatrzymano sięo 3 kilometry od miasta. Świt się już robił, w mieście, zdawało się, zaległa grobowa cisza przy chłodnym zmowym poranku.

Miechów położony jest na północnym zboczu wzniesienia, na którem oddawna istnieje grzebalny cmentarz z niedokończoną do dziś

kaplicą ś-tej Barbary. Drugie wzniesienie zakrywa miasto od połowy na wschód i zachód istnieją wyłomy tego miedzygóżą.

Teren miasta i okolicy falowaty i poprzerzynany wąwozami łatwy

do obrony ale też i łatwy o do nocnego napadu.

Cmentarz był bardzo marną pozycją dla moskali, gdy tymczasem od wschodu i zachodu wyloty czyniły miasto dostępne i łatwiejszym do zdobycia.

Kurowski, jak się wyżej powiedziało, liczył, że po wyjściu Bagrationa w mieście są bardzo małe siły. Ta pewność niedopuszczalna w głowie wodza, odejowała mu nakazaną roztropność.

Tymczasem okazało się inaczej, o czem Kurowski nie mógł wiedzieć i nie wiedziłał. W sztabie rosyjskim przewidziano możliwość napadu na Miechów i na wzmocnienie załogi jego polecono Czengeremu wysłać tu trzy kompanie piechoty pułku smoleńskiego z dwoma działami pod wodzą Bentkowskiego, polaka, i pół szwadronu dragonów noworosyjskich. Posiłki owe przybyły do Miechowa dnie 16 lutego i Bagration, wyruszając tego dnia na swą wyprawe, zabrał jeden szwadron dragonów i altylerye, - w Miechowie zaś zostawił dwie kompanie Smoleńszczan półtorej kompani straży pogranicznej, kompanie inwalidów żandarmów i trochę kozaków. Siły pozostawione wynosiły 550 ludzi, całkowicie wiec wystarczyło dla obrony miasta. Dowództwo tej załogi oddane zostało Niepieninowi, majorowi straży pogranicznej.

Komendantowi załogi miechowskiej Niepieninowi wiadomym był kierunek wodza powstańców, gdyż- naturalnie z rozkazu władzy rosyjskiej — burmiszcz miechowski przywołał kilku obywateli do magistratu i tu ogłosił im nakaz niewychodzienia na ulice, zamykania dzwl nie palenia świateł wieczorem i w nocy jak również nie wpuczczania nikogo do mieszkań. Prawdopodobnie jakiś zdrajca słysząc w przemówieniu ks. Szulca w Skale wzmianke o "TE DEUM" w kościele Bożogrobców w Miechowie na czterdziestodniowem nabożeństwie, musiał Niepieninowi donieś.

Monograf 1863 Przyborowski / jest przekonania że, zdrada wyszła z Czapel- Wielkich o świcie i że Niepienin wcześniej nic nie wiedział o planie Kurowskiego. Gdy tymczasem żyjący naoczny świadek jeden z obywateli miechowskich wezwany wówczas do magistratu , słyszał polecenia burmistrza

Niepienin w nocy wszystko przygotował i zarządził, zmobilizował,nawet żołnierzy pozaszeregowych jak ordynansów i takich chorych, którzy mogli utrzymać się na nogach Główne swoje siły skoncentrował w obrebie murów, otaczających klasztor, sam gmach wielki i mocny obsadził komedą inwalidów i pozaszeregowcami.

Również wiele domow w rynku i ulicach doprowadził do stanu obronnego. Na szosę Krakowską skąd powstańcy zbliżać mieli, wysłał jedną kompanie piechoty pułku smoleńskiego,nktóra umieściła się na cmentarzu i na sąsiednich wzgórzach. "Obieszczycy" i kozacy rozjechali się na widety. Kompania 12 smoleńców jak to w Miechowie ich nazywali- i kompania straży pogranicznej rozstawiła się na rynku z wysunięntymi placówkami na szosie Kieleckiej tj. od północy i na ulicy Skalnierskiej od wschodu. W taki to sposób Niepienin oczekiwał powstańców mając o ich liczbie przesadne pojęcie.

Kurowski zatrzymał się w odległości niespełna 3 kilometrów od miasta, wydawał ostateczne rozporządzenia .

Wanert na czele strzelców idąc po szosie, miał uderzyć od południa, Cybulski który według rozkazu o 5-ej rano w Biskupicach- od Wolbromia czyli z zachodu. Zali Rochebrunowi pułkownikowi "żuawów śmierci" wyznaczono atak od południo- wschodniej strony, mając po swej prawej stronie oddział jazdy pod komendą Lipczyńskiego, któremu rozkazano dosięgnąć drogi do Bukowskiej -Woli, stąd przy sprzyjających okolicznościach atakować miasto, w razie zwycięstwa zajść od tyłu , na szosę do Kielc odciąć nieprzyjacielowi odwrót.

Wydawszy w powyższy sposób rozkazy, Kurowski ruszył naprzód.

Wenert i Rochebrum zajeli wyznaczone pozycye pod miastem mając na froncie szwadron jazdy Radońskiego złożony przeważnie z młodzieży uniwersyteckiej krakowskiej a zaś w tyle kosynierów pod Korytyńskim z oddziałem Grekowicza jako rezerwy.

Około godziny 6-tej gdy już śnieć poczynało, nacierając na patrole rosyjskie kawaleria polska **** została gęstymi strzałami piechoty /rosyjskiej/ moskiewskiej, ukrytej na cmentarzu. Lecz dzielna młodzież pomimo straty kilku ludzi i koni, ogień wytrzymała. Kurowski nadbiega do Rochebruna, który podług planu jego miał atakować miasto od strony południowo- wschodniej, i nakazuje mu cmentarz zdobyć.

Słusznie **** uwagi wodza, że zgodnie z rozkazów jego Wenert na atak w tem miejscu wyznaczony, i że on musi się do na nowo przygotować, swój front zmieniając.

Kurowski którego huk strzałów zdenerwował, w uniesieniu powtarzając swe słowa rozkazuje natychmiast je ja wykonać jeżeli " nie chce być obwinionym za tchórza".

Waleczny francuz w poczuciu dotkliwej obrazy rzuca pałasz swój na ziemie i bierze zwyczajny kij w rękę, jakby chciał dowódcy pokazać , że nie jest tchórzem i, że bez oręża rzucić się na wroga może.

"Naprzód Polacy" z dumnie podniesioną głową wydaję całą siłą swego głosu komendę.

Szlachetny i odważny wódz porwał swych żuawów i pomimo straszliwego ognia pustoszącego szeregi, przypuszcza śmiały szturm do cmentarza, część nieprzyjaciela w ręcznym boju kładzie trupem, a część zmusza do ucieczki do miasta. Cmentarz zostaje zdobyty.

Uniesiony zapałem i krwawym tryumfem na karkach nieprzyjaciela wpada na kraj miasta. Sam walczy bez oręża, wyrywa żołnierzom rosyjskim karabiny i rzuca za siebie dokonując cudów waleczności. Nieprzyjaciel się cofa w głąb ulicy Krakowskiej.

Lecz tu położenie staje cię ciężkie. Nagle z okien, drzwi, dachów i zza parkanów na bliski dystans sypią się gęsto strzały. Ogień nieprzyjaciela straszliwy, pustoszący padają liczne trupy. Mimo to dzielni i nieustraszeni żuawi docierają do rynku i tu ze wszystkich stron zostają gradem kul zasypani. W pierwszym boju z przerażającymi siłami uszczuplił się zastęp odważnych rycerzy, wołano na pomoc, tą samą ulicą prowadzi Wenert strzelców i dociera też do rynku . Z wyćwiczonym wojskowo, skrywającym się nieprzyjacielem rozpoczyna się zażarty krwawy bój i zdobywanie pojedynczych domów. Walka mężna ale bezskuteczna...

Dotarto do klasztoru, ale ten, otoczony murem i uparcie broniony był nie do zdobycia. Kurowski śle na pomoc kosynierów ze swej rezerwy, lecz pod gradem kul ruszyć się nie mogą.

Wódz traci głowę i wydaję niedorzeczne i nierozumny rozkaz atakowania miasta przez jazdę od strony Bukowskiej Woli.

Jak wiemy z rozkazu Kurowskiego, główna część jazdy pod komendą Lipczyńckiego zajeła miejsce koło drogi do Skalmierza. Otóż jeden szwadron tej jazdy z Nałęczem byłym oficerem pruskim, na czele wykonując nierozumny pomysł zwierzchniego wodza, w chwili najcięższej, gdy zażarta walka rozgrywała się na rynku i próżny był wszelki wysiłek ; cwałem wpadł przez ulicę Skalbierską na rynek. Zasypany ze wszystkich stron deszczem ołowiu, miesza się tracąc wielu ludzi iw nieładzie cofa się tą samą drogą, unosząc rannego rotmistrza. Nieudany ten atak rodzi w głowie Kurowskiego drugi, taki sam głupi pomysł, rzucenie Krakowską ulice szwadronu jazdy Radońskiego, który stał przy boku jego na szosie krakowskiej. Radoński formując czwórki rusza śmiało na przód i cwałem wpada na rynek miasta ziejące o śmiercią. Pod ciężkim ogniem nieprzyjaciela jak huragan rzuca się na straż pograniczną z waleczną wściekłością przypominając najśmielsze czyny szarży polskiej i tratują ją bez pamięci o sobie. Ciężko ranny pada rosyjski major Małyszew, ale też pada trupem na polu chwały i wódz Radoński.

Jakaś mała dziewczynka otwiera rogatkowy szlaban. Zdziesiątkowana młodzież wyczerpana, bez wodza do niczego nie zdolna, szuka w bezładnej ucieczce na szosę kielecką ocalenia, przed ścigającymi ją kulami rosyjskimi.

Kurowski wysyła ostatnią swą rezerwę Grekowicza, lecz ta garść źle uzbrojonych i znużonych ludzi, przechylić zwycięstwa nie jest w stanie.

Oddział Cybulskiego mający od Wolbromia operować mógłby był jeszcze sprawę naprawić, ale tego nie było. Cóż się z nim działo?

Spóźnił się. Po ciężkiej drodze przy wielkim znużeniu dopiero na godz. 7-ą czy 8-ą swój oddział najlepiej uzbrojony do Biskupic przyprowadził. Okolicy nie znał o drogę musiał się wypytywać, a po oświadczeniu miejscowych ludzi, że do Biskupic jest tylko 6 godzin marszu wyruszył w Wolbromia dopiero o godzinie 9-ej wieczorem w przeddzień bitwy, będąc pewnym, że na czas w Biskupicach stanie. Tymczasem z trudnością i przy pomocy jakiejś karczmarki zaledwie po 10-u godzinach do oznaczonego miejsca dobił. Tu czekał nań posłaniec od Korowskiego z wezwaniem. Zdawszy dowództwo Rozemu, udał się z przewodnikiem do Kurowskiego którego ledwie znalazł. Podczas gdy Cybulski szukał głównego wodza Kurowski wysłał drugiego posłańca z poleceniem Rozemu atakować miasto od Wolbromia, o czym Kurowski który wzywał do siebie Cybulskiego po to tylko aby mu osobiście ogłosić rozkaz powiedzieć zapomniał. Cybulski więc po powrocie do Biskupic ku swemu zdziwieniu oddziału nie znalazł i dopiero teraz domyślił się, że Roze z rozkazu Kurowskiego podstępuje pod miasto.

Wódz naczelny wpadł w konsternacje i, tracąc tyle czasu przez swą niezaradność spowodował że i Roze się spóźnił. Mógł przecież roztropniej postąpić i pamiętać że w takich chwilach szybkość działania może wiele zważyć i nawet o zwycięstwie zdecydować. Gdy tymczasem oddział Cybulskiego najlepiej uzbrojony udziału w akcji nie brał, było już bowiem po bitwie sromotnie przegranej, z placu którego polacy cofali się bezładnym odwrocie. Roze dążąc za innymi wtłoczył swą kawalerie w rozbitków i jeszcze większe sprawił zamieszanie i popłoch. Gdy męstwo i niezaprzeczalna waleczność, gdy wszelkie wysiłki heroiczne okazały się daremne ta przed chwilą dzielną młodzież ogarnęło zwątpienie i rozpacz. Cofała się bo w ucieczce szukała ocalenia. Część powróciła na drogę skalbmi erską, część ku Wolbromowi, a główna masa poszła Krakowską ulicą. Nieprzyjaciel za uciekającymi wysłał piechotę. Ta pchała - a w końcu dotarwszy do cmentarza zawładnęła nim i skrzydłowym raziła śmiertelnie ciągnące się tłumy.

Wśród ogólnego zamieszania jeden tylko Wenert głowy nie stracił, a widząc po obu stronach szosy głębokie rowy, kazał się nimi posuwać i tym sposobem wielu życie uratował.

Kurowski usiłował jeszcze uciekających i powstrzymać i jeszcze raz próbować szczęścia, ale wyperswadowano mu, że to jest niemożliwe i Bagration na wieść o bitwie może tyły zająć. Zabrawszy rozbitki Kurowski cofnął się pospiesznie do Sosnówki leżącej wtedy wśród lasów niedaleko Prandocina.

Klęska oddziału Kurowskiego była wieka, gdyż przez trzy godziny wystawieni byli polacy na straszny ogień dobrze uzbrojonego i ukrytego nieprzyjaciela, a nierozumna, dwukrotna szarża jazdy ofiary zwiększyła. Jakie były istotnie straty - niewiadomo. Każda strona umniejsza cyfrę swych poległych, do przesady podnosi ją u nieprzyjaciela. Kurowski przyznaje się do 30-u zabitych i 100-u rannych; Niepienin zaś według niego miał mieć ogółem 80-u poległych i rannych. Źródła rosyjskie podają liczbę zabitych powstańców 200, wziętych do niewoli 75, mnóstwo rannych. Według tychże źródeł rosjan paść miało 8 a rannych 20 w tej liczbie oficerów i kwatermistrz. Inne jeszcze sprawozdania rosyjskie mówią o 7-u poległych i 30 rannych w czem 4 oficerów. Zgodnie z tymi raportami powstańców poledz miało 300-u a dostać się do niewoli 67-u co jest zupełnie nie prawdziwe . Znaczne zapasy broni dostały się w ręce moskali, bo 57 strzelb, 40 pistoletów 25 szabel i 700 kos.

Podług sprawozdania Kurowskiego zginęli miedzy innymi : Tomkowic, oficer żuawów, hr Emanuel Moszyński i Horoch wszyscy trzej pochodzący z wybitnych rodzin krakowskich. Padli także porucznik Jan *suł, porucznik jazdy Stanisław Ceisler, Radański /oczem wyżej/, podoficer Henryk Makowski, Wedrychowski, Kazimierz Staszewski, wnuk prezydenta m. Krakowa założyciel plantacji Krakowskich i Michał Dobrzański który gdy wszystko było już skończone , wjechał na rynek i z konia strzela z rewolweru do okien, dopóki sam nie został śmiertelnie ugodzony.

Mężny francuz Rochebrun dowódca żuawów dokazujący cudów waleczności bez szabli, gołemi rękami wyszedł nietknięty. Ale jego żuawi wrócili strasznie przerzedzeni. Z całego oddziału liczącego 150 dzielnych ludzi wycofało się za miasto zaledwie kilkunastu. Poczciwiec gdy zobaczył garstkę swych zuchów zakrył twarz rękami i rzewnie zapłakał wyrzekając na Kurowskiego. Oświadczył im, że z taką garstką wojować nie może i, że każdemu wrócić do domu pozwala. Ale kochający swego pułkownika żuawi odejść nie chcieli, owszem do nich przyłączyli się jeszcze inni. Ze Sosnówki poprowadził Kurowski pozostałych przez Racławiceku Skalbmierzowi, lecz tu w Racławicach wskutek wrzenia na niego pomiędzy żołnierzami czyniącym go winnym odpowiedzialności za klęskę miechowską oddział swój opuścił. Sam znękany i zgryziony do Krakowa się udał.

Powróćmy do Miechowa i zobaczymy, co się tam stało. W pół godziny po odparciu powstańców w mieście nastał prawdziwy sądny dzień. Rozpoczęła się pijatyka i rabunek. Początek do tego dali sławni "smoleńcy" na w pół dzicy, zaprawieni w rzezi Suchedniowa, Wąchocka i Słupi. Zresztą, w dobie ciągłego poskramiania polaków rosyjskie żołdactwo zawsze miało pozwolenie urządzać tak w Polsce, jak i na Litwie pohulanki. A pohulanki te znane nam są i w części Europy, która obojętnie patrzała na polskie męczeństwo, mimo wzniosłych liberalnych haseł zachodniego społeczeństwa.

Rozpasane, rozjuszone żołdactwo porozbijało szynki, beczki z wódką wytaczało na rynek i piło i piło.

Gdy zabrakło wódki napadnięto na aptekę i zabrano preparaty apteczne spirytusowe w końcu też i naftę.

Od pijaństwa przeszło do innych strasznych wybryków. Jak szarańcza rozeszło się to żołdactwo po mieście i rozpoczęło generalny rabunek; pod pretekstem szukania powstańców. Bito kolbami mieszkańców, znęcano się, co było wartościowe rabowano, niszczono - wreszcie strzałem do okien. W mieście w rynku znajdowała się biblioteka i piękny zbiór dzieł sztuki, podówczas gubernatora Radomskiego Piątkowskiego i to nie ostało się. Złocone ramy obrazów przedstawiające dla żołnierzy pewną wartość szły na wódkę a cenne dzieła kopnięte nogą jako bezwartościowe wylatywały z ram na podłogę lub do rynsztoku, zresztą te ostatnie stały się łupem któregoś z rosyjskich dowódców i jako trofeum wojenne powędrowało do Rosji. Skarga Piątkowskiego i śledztwo nie dały żadnego rezultatu.

Pod wpływem wódki i bezkarnego rozpasania, dzika krew carskich opryszków rozgrzewała się coraz bardziej: od rabunków doszło do ohydnych wstrząsających mordów i krwawej rzezi.

Kłóto bagnetami, rąbano szablami i zabijano kolbami tych którzy nieszczęśliwym wypadkiem się nawinęli lub schować w stanie nie byli.

Leżących rannych powstańców sromotnie dobijali. Między nimi raniony w nogę zakłóty bagnetami został hr. Samuel Moszyński. Jakaś kobieta niosąca mleko do miasta biedaczka, padła ofiarą dzikiego szału carskich rycerzy. Ksiądz Postawka wikariusz miechowski powracający od chorego nagle z tyłu zostaje przez dobiegających do niego żołnierzy napadnięty. Już wysunięte bagnety mają się zanurzyć we krwi niewinnego kapłana, gdy pewna niewiasta lekkiego prowadzenia, znana już żołnierzom z impetem staje pomiędzy nim a wysuniętymi bagnetami, tym sposobem ocala ks. Postawce życie. Burmistrz Miechowa Piotr Orzechowski ubrawszy się w mundur i ordery, wyszedł na ulice będąc przekonany, że widokiem tych odznak powstrzyma rozjuszonych żołdaków. Niestety.... Rzucili się na niego kolbami i bagnetami, w straszny sposób uśmiercili, obdarli ciało jego do naga, a potem krwawego trupa wrzucili do rynsztoka. Leżał deptany i kłuty przez przebiegających żołdaków aż nieszczęsna żona ubłagała kogoś by znieważone zwłoki przyniósł do domu, gdzie wkrótce stały się pastwą pożaru. Zamordowano między innymi urzędnika pocztowego Antoniego Hułogowskiego, stolarza Kilińskiego i Góraka. Wreszcie napadli na naczelnika powiatu Januszkiewicza polaka w jego własnym mieszkaniu i jeżeli ten wyszedł cało to tylko dlatego, że dał znaczną sumę na okup. Przerażony tym wszystkiem, co się działo Januszkiewicz uciekł do Uniejowa.

Ale dla uspokojenia dzikości barbarzyńców tego było za mało. Dusza rosyjska rozbujała się upojona krwawymi czynami, dzieło swe zapragnęła uwieńczyć zupełnym zniszczeniem. Oto naraz w kilku miejscach powstaje pożar. Gdy jedni mordowali inni znosili kłocie słomy zapalali i wrzucali na dachy... Wkrótce miasto stanęło w płomieniach.

Nieopisany strach owładnął mieszkańców. Uciekano z miasta gdzie kto mógł; kobiet w koszulach na wpół nagie, dzieci, mężczyźni, boso nie zważając na mroźna porę, wymykali się do lasów okolicznych, Wielu szukało schronienia w gmachu poklasztornym, gdzie było biuro naczelnika powiatu i odwach. Tam narazie ocaleli, dzięki temu, żę stał konsystująca komende inwalidów wszystkich znała. Ala Boguszewski kapitan strzelców współczuciem tknięty, wyrozymiawszy, że im w klasztorze niebezpieczeństwo zagraża, wyprowadził ich tyłem pod kopiec i nakazał wyprowadzonym nie wracać za co się naraził.

Aptekarz miejscowy Francki schronił się do kopuły na wieży i tam oczekiwał trzy dni jedząc, aż przyjdzie stosowna chwila do ucieczki.

Zdziczałe horda miała swobodę działania, oficerowie się pokryli. Uciekający z tyłu z przerażeniem oglądali się, jak już cały Miechów płonął, ale życie milsze nad wszystko ratować musieli.

Miechów oprócz dzielnicy Janowa, klasztoru z kościołem i jednej zachodniej połaci rynku spłonął.

Zamożniejsi uciekali do Krakowa, bo na wsiach okolicznych rabowali dwory i chłopów podjudzali do rzezi. Władzę ogłosiły nagrodę za przyprowadzenie żywego powstańca 10 rub. za zabicie 5 rubli.

Tak więc Miechów odcierpiał za nierozumne dowództwo Kurowskiego.

Smutny był pogrzeb poległych bohaterów. Znoszono ich na drabinach lub zwlekano i wrzucano do wielkiego dołu, wykopanego na wapno przy budowie kaplicy cmentarnej ś-tej Barbary u bramy wejściowej miejscowego parafialnego cmentarza. Niektórzy ranni jeszcze żyjący jeszcze, już w grobie dokończyli poświęconego Ojczyźnie żywota.

Niejednego też znikome prochy pomieszały się w zgliszczach spalonych zabudowań.

Januszkiewicz z Uniejowa wysłał do Radomia do generała Uszakowa raport, opisujący barbarzyńskie czyny wojska. Ale spodziewając się następstw swego raportu i komunikowania prawdy, uciekł do Krakowa, zaś sekretarz powiatu Kaniewski za to, że podpisał ten raport, został później wysłany na Sybir.

Raport ten obiegał wszystkie dzienniki zagraniczne i słuszną grozę wywołał. Wieści o tem wszystkiem, o tych strasznych przypominających czasy Atylli scenach obiegły nie tylko Polskę ale całą Europę wywołując powszechny okrzyk oburzenia.

Dzienniki zagraniczne silnemi słowy piętnowały dzikość i barbarzyństwo żołnierza rosyjskiego. To też jakby dla usprawiedliwienia się przed wzburzoną opinią uczuć ludzkich kłamał podle raport urzędowy, że " wielu mieszkańców występowało po stronie buntowników a między innymi burmistrz, który wystrzałem z domu ranił żołnierza pułku smoleńskiego". I to kłamstwo najwierutniejsze przezło do poważnej histyoryi tych czasów. Nikt nie strzelał i nikt broni nie miał w mieście, okna i drzwi szczelnie były zamknięte we wszystkich domach.

Żal serce ściska na tyle krwi i ofiar.

Kraków, który największy kontynent swej najlepszej młodzieży dostarczył armii ojcowskiej, na wieść o katastrofie miechowskiej żałobą się okrył.

Już w dniu pogromu długim ponurym korowodem ciągnęły bryczki z rannymi do niego. Na drugi dzień po bitwie t.j. 18 lutego do Krakowa już dostarczono 48 rannych a nie byli to wszyscy, owszem w dalszym ciągu wlokły się jeszcze fury, na przeciw którym wychodził tłum kobiet płaczących. Matki szukały synów, żony mężów, siostry braci. Tragiczne i rozdzierające sceny odbywały się gdy się dowiedziano, że ten a ten poległ.

Rogi ulic pokryły się żałobnymi plakatami.

Na Kurowskiego było wielkie oburzenie, wszędzie nań skargi rozbrzmiewały. A on gdy przyjechał, nie śmiał pokazywać się na ulicach. Nazywano go zdrajcą gubicielem młodzieży i sprzedawczykiem który za moskiewskie pieniądze umyślnie na rzeź swych ludzi wystawił.

Kurowski zawinił bardzo, że swą wyprawę lekkomyślnie przedsięwziął, że nie wiedział o siłach nieprzyjaciela i odpowiedzialny jest za swe niedołęstwo. Alę zdradę o którą go posądzacie nie popełnił.

Na zakończanie tego smutnego epizodu uczcić należy wspomnieniem pamięć o ukochanym pułkowniku źuawów śmierci, dzielnym rycerskim francuzie Rochebrunie, który spawę polaką tak serdecznie umiłował, że z dalekiej swej ojczyzny przybył do nas nieść pomoc swą, nieść wojskowe doświadczenie, nieść wreszcie życie swe dla oswobodzenia udręczonej i ujarzmionej naszej ojczyzny.

Niedługo po porażce miechowskiej Rochebrun znalazł się pod *oszczą mając w swej partyi 300 żuawów. Przez dni kilkanaście tam będąc ćwiczył ich gorliwie bez odpoczynku i wlewał męstwo. Gdy Langiewicz ogłoszony został dyktatorem, Rochebrun udał się pod Chrobierz i za Nidą staczał chlubne walki. Po pewnym czasie znajdujemy go w oddziale Komorowskiego, wyruszającym ze Lwowa na wyprawę na Wołyń w randze generała. Nie zginął, lecz wrócił do swej ojczyzny, gdy wysiłki polaków stały się płonnymi. Nikomu aż dotąd nie wolno było u tego grobu klęknąć i westchnąć. Ale inne dychy żyjących przechodzących mimo, to łączyły wspomnienie o tych co w ziemi leż* z westchnieniem do Boga. Tego żaden żandarm i szpieg zabronić nie mógł.

Aż oto po raz pierwszy po japońskiej wojnie 1905, w dzień zaduszny, gdy despotyzm carski pękł przez ogłoszenie wykrętnej konstytucji, wyszedł skromny pochód, złożony z młodzieży mieszczańskiej z prowizorycznym sztandarem narodowym i po raz pierwszy od wielu, zanucił na grobie poległych : Boże coś Polskę.

Przez dni kilkanaście zaledwie można było słyszeć patryotyczne pieśni na grobie. Póżniej stan wojenny, ogłoszony pomimo konstytucji w całej Polsce, zniweczył wszelkie objawy patryotyczne. Wśród masowych aresztowań byli i ci co na grobach bohaterów śpiewali.

Skryta ręka jednak postawiła krzyż na mogile z małym orłem godłem polskim i posadziła parę krzaczków.

Pozostało te ubranie dotąd bo władzom rosyjskim po pogromie japońskim zbrakło odwagi do profanacji krzyżów.

Po raz pierwszy ten grób powstańców był pokropiony święconą wodą przez kapłana w dzień zaduszny roku zeszłego. (1915r.)

Dziś w rocznice 53-cią męczeńskiej śmierci młodzieży polskiej niech każdy spieszy na grób oddać hołd zasłużonym dla ojczyzny.

Wieczne odpuszczenie racz im dać Panie. A pamięć wiekuista rodaków niechaj o nich nigdy nie zginie.

 

 

Miechów 1915

 

 

 

 

 

 

Miechów 1915

Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.

Gościliśmy

809211
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
W tym roku
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od 1 grudnia 2014
485
310
3161
803850
4581
12544
809211

Twoje IP: 100.24.122.117
2021-04-12 22:02:17

Zamonit.pl © 2011-2015. Napoleon Czarny