Bitwa Miechowska wg Grabca

Bitwa Miechowska wg Grabca

Plan ten zniweczono niestety przez katastrofę, jedną z najstraszniejszych w ostatnim powstaniu, a mianowicie przez zupełne zniszczenie wojsk powstańczych województwa krakowskiego, ześrodkowanych koło obozu Ojcowskiego i zajmujących w liczbie 2000 powiat olkuski.

Przeciw nim ruszyły w połowie lutego z różnych stron cztery kolumny rosyjskie, liczące przeszło 3000 żołnierza z 8 działami i z planem otoczenia oddziału i zupełnego zniszczenia.

W dniu 14 lutego polska straż przednia zajmująca w sile 200 ludzi pod komendą majora Wenerta miasteczko Słomniki, zostało zaatakowanem przez kozaków i objezdczyków, których, odparła zwycięsko. Równocześnie

w Ojcowie otrzymano wieści o zbliżającym się w przeważnej liczbie nieprzyjacielu ze wszystkich stron.

Wówczas Kurowski postanowił uderzyć na słabszy punkt otaczających go rosjan i przebić się do Langiewicza. Za punkt taki uznał on Miechów, skąd przeważna część wojska według otrzymanych wieści wyruszyła właśnie na wyprawę przeciwku niemu.

Po południu więc, 16 lutego wojsko powstańcze w bojowym szyku opuściło obóz Ojcowski, dążąc ku Miechowow. W Skale stanęły oddziały na wypoczynek i tu kapelan obozowy ks. Serafin Szulc, wygłosił płomienną mowę, wzywającą żołnierzy, aby odbywające się właśnie w Miechowie 40-godzinne nabożeństwo zakończyć jutro uroczystem Te Deum w prastarej Bożogrobców świątyni.

Niestety, rosjanie uświadomieni przez jakiegoś zdrajcę o gotującym się napadzie, przygotowali zajadłą obronę. Przybyłe do miasta posiłki z armatami i garnizon w ogólnej liczbie 550 przeszło ludzi, zajęły pozycje na cmentarzu przytykającym do miasta oraz w domach i koszarach, główne siły zaś zajęły mocne stanowisko w ośrodku miasta na rynku i w klasztorze Bożogrobców, otoczonych mocnym murem. Tak przygotowani rosjanie czekali powstańców.

O świcie 17 lutego, uciekający w popłochu z widet objezdczycy spędzeni przez kawalerję polską, dali znać o zbliżaniu się powstańców. Ścigająca ich jednak jazda została powstrzymana przez silny ogień piechoty rosyjskiej, ukrytej na cmentarzu. Wówczas na cmentarz uderzyli „żuawi śmierci" z komendantem swem Rochebrunem na czele. Z furją Miechowa niebywałą dzielna młodzież rzuca się na bagnety. Straszliwy ogień rotowy, wymierzony na bliski dystans i siejący spustoszenie w zwartych szeregach kolumny szturmowej, nie powstrzymuje jej wcale. W parę minut cmentarz został zdobyty po krótkim boju na bagnety. Nie dając się opamiętać wrogowi, Rochebrun z Żuławami podąża za uciekającymi do miasta, tu spotyka go krzyżowy ogień z okien domów... mimo to żuawi pędzą jak wicher... wkrótce cała ulica w ich posiadaniu; z okrzykiem wśród strzałów wpadają, goniąc przed sobą moskali na rynek i opanowują go... pozostaje do zdobycia klasztor, skąd zda się całe piekło zionie ogniem i kulami i domy okalające rynek, z których moskale biją, jak ze strzelnic. Na pomoc żuawom przybywają strzelcy pod wodzą Wenerta, zaczyna się szturm klasztoru i domów zabarykadowanych, szturm trudny i morderczy ... Dzielna młodzież chwiać się poczyna ... Czekają kosynierów, ci jednak prażeni ogniem, nie zdołali się dostać nawet do miasta i uciekają w popłochu. Nagle grzmi okrzyk: „Niech żyje Polska" i pod gradem kul wpada do miasta i do rynku dociera szwadron jazdy... tu jednak

pada ciężko ranny rotmistrz Nałęcz, czwarta część jeźdźców zabita lub ranna, konie spłoszone strzałami rzucają się niespokojnie, jazda cofa się unosząc rannego dowódcę za miasto.

Kurowski rzuca rezerwy i nowy szwadron jazdy, prowadzony przez Radońskiego, formuje się w czwórki i galopem wpada do miasta, obalając wszystko po drodze. Zabiega im drogę straż pograniczna, szalony impet szarży rozbija ją w rozsypkę, jeźdźcy polscy lecą pod gradem kul, prażeni przez gęsto rozstawionych w oknach strzelców rosyjskich, rąbiąc spotykanych nieprzyjaciół, lecz i sami gęsto padając trupem — przez

całe miasto, aż wydostali się na szosę krakowską, gdzie z całego szwadronu ledwie dziewięciu doliczono się zdrowych. Szalona ta szarża nie uratowała sytuacji. Kurowski nie mogąc się doczekać oddziałów, którym nakazał przybycie na pomoc, daje rozkaz odwrotu po 3 godzinnym boju.

Odwrót dokonywany ulicami wśród gradu kul z okien, szybko zamienia się w bezładną ucieczkę. Na domiar rosjanie, zająwszy na nowo cmentarz, rotowym ogniem szerzą niesłychane spustoszenie wśród uciekających z miasta ...

Klęska była zupełna. 150 zabitych i 100 rannych zaległo ulice Miechowa. 37 jeńców i sporo broni dostało się w ręce rosyjskie. Kwiat młodzieży krakowskiej, niemal wszystko studenci wszechnicy Jagiellońskiej, był ofiarami tego napadu, prowadzonego przez Kurowskiego bez żadnej znajomości wojskowego rzemiosła : dość wspomnieć, że uderzył na miasto bronione przez silny oddział piechoty, mając ledwo 100 karabinów z bagnetami lub, że wysłał na pomoc żuawom strzelców, zbrojnych w dubeltówki, lub nakazał szturmowanie miasta kawalerją. Cuda męstwa i wprost legendowa dzielność powstańców, nie była w stanie naprawić lekkomyślności i nieudolności wodza. Oburzenie było powszechne tak, że musiał on usunąć się z obozu do Krakowa, okrytego żałobą i pełnego rozpaczy po strasznej klęsce. Długie sznury wozów ciągnęły od granicy do miasta, wioząc rannych, a łamy gazet przepełnione były nekrologami poległych, rogi ulic zalepione klepsydrami. Większość rodzin krakowskich poniosła bolesne straty.

Uciekający rozbitki długo jeszcze widzieli kłęby dymu nad Miechowem, słyszeli okrzyki trwogi i jęki mordowanej przez rozjuszone żołdactwy bezbronnej ludności. Po bitwie bowiem rozpoczęły się rzeź i rabunek. Pijani moskale wpadali do domów, rabowali pieniądze i kosztowności, niszczyli meble i rzeczy, mordując bezlitośnie stawiających opór. Burmistrz Miechowa Orzechowski, gdy ubrany w mundur i ordery wyszedł na ulicę, chcąc powstrzymać te okropności, był porwany na bagnety i okrutnie zamordowany. Wreszcie podpalono miasto, które w dużej części spłonęło. Korzystając z bliskiej granicy, kto mógł uciekał z nieszczęsnego miasta do Krakowa, dzięki czemu okrucieństwa moskiewskie tym razem echem głośnem po całej rozległy się Europie. Na dobitkę tragedji Miechowskiej chłopi okoliczni mimo starannej agitacji, wystąpili wrogo przeciw powstańcom mordując i wyłapując pojedynczych rozbitków i pomniejsze grupy. Przodowała temu ruchowi, gromada wsi Smaszowic która rzuciła się na sam Ojców, mordując i rabując mieszkańców za sprzyjanie Kurowskiemu. Ruch ten chłopski — wzmógł emigrację tak, że nie I omal całe ziemiaństwo Miechowskie i Olkuskie uciekło do Krakowa.

Rozbitki oddziału Ojcowskiego ruszyli na północ, aby połączyć się z dążącym w Krakowskie Langiewiczem.

Ten ostatni objąwszy Staszów, odpoczywał tam i reorganizował swój oddział, który rozrósł się do tysiąca ludzi i właśnie w dniu klęski Miechowskiej odparł nagły napadł rosjan na to miasto. „Towarzysze broni! — pisał po tem zwycięstwie w rozkazie dziennym — jesteście kilkanaście dni pod bronią, a odwaga wasza, spokojność wasza, karność wasza, wesołość wasza i trwoga moskali, nakazuje mi sądzić, że jesteście osiwiałymi w boju żołnierzami. Jedlnia, Szydłowiec, Bodzetyn, Suchodniów, Baranowa Góra, Wąchock, Św. Krzyż i Staszów w ciągu 27 dni okryły sławą was obdartych, ogłodzonych zziębniętych i strudzonych marszami i biwakami. Kraj, który ma takich żołnierzy, musi być wolnym i potężnym".

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Gościliśmy

794014
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
W tym roku
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od 1 grudnia 2014
139
179
1928
790493
1928
9410
794014

Twoje IP: 3.237.178.91
2021-03-06 17:20:45

Zamonit.pl © 2011-2015. Napoleon Czarny