Jan Mazaraki rotmistrza kawalerii

Fragment pamiętników Jana Mazaraki rotmistrza kawalerii

narodowej z roku 1863

 

Bitwa z Moskalami, w Szklarach dnia 9 kwietnia 1863 r.

...Seweryn Tański, ułan z 1831r, formował w tę chwilę oddział w Krakowie, do którego się wpisałem. Było nas 45. .. Wkrótce dostaliśmy zawiadomlenie, że wyruszymy do Królestwa; jako punkt zborny wyznaczony las dotykający kordonu a należący do dóbr Kobylan pod Krzeszowicami. Podzieliliśmy się na grupy i zaprzągnąwszy konie nasze do wynajętych wózków, zajechaliśmy na miejsce wskazane. Zastaliśmy już tam piechotę naszą, która wyszedłszy w nocy z Krakowa jednyn marszem tam doszła; było ich 400 ludzi dobrze uzbrojonych, a broń ta była dobrowolną ofiarowaną przez znakomitego patriotę hr. Adama Potockiego na ołtarzu ojczyzny ołtarzu ojczyzny złożona. Kawalerii było nas w 60 koni. Dowódcą oddziału był Józef Grekowicz, kapitan moskiewski penzeńskiego pułku piechoty. .. Tego samego dnia ruszyliśmy w marsz już późno w noc, a był to zaraz trudny, bo nas prowadzono przez lasy, doły i wertepy wielkie, a ciemno było bardzo. Była 10 godzina rano gdyśmy się zatrzymali na odpoczynek. Po południu doszliśmy dalej, a samym wieczorem stanęliśmy w lasie na wyniosłej górze nad wsią Szklary. Tu zaraz zaprowadzono widety konne i piesze, postawiono i mnie na widecle w punkcie bardzo ważnym, bo od strony Olkusza, na wyniosłym cyplu, zupełnie odkrytym, skąd widok był na całą okolicę. Z tej tylko strony mogliśmy być atakowani, pojmowałem więc ważność mojego zadania. Stanąłem w tym miejscu o 9 godz. wieczorem... ... Było to w wigilię Wielkiej Nocy 1863 r... o 11 gedz. przedpołudniem w dzień Wielkiej Nocy. Uderzył tu na nas jenerał Szachowskij na czele dwóch rot i jednego szwadronu dragonów. Jednak nasza pozycja była bardzo silna, bo pomiędzy stuletnimi sosnami staliśmy jakby w fortecy. Moskale przeszli wieś Szklary przy ostatnich budynkach stanęli naprzeciw nas w odległości najwięcej 300 kroków i rozpoczęli silny karabinowy ogień. Jedna rota wyszła spośród budynków i rozwinęła się przed nami w otwartym polu. Wyprowadził ją oficer, który przy pierwszych padł strzałach. Wytrzymali dzielnie przez chwilę ogień naszej piechoty lecz gęsto padając cofali się pomiędzy domy. Odwrotem tym zagrzany Denisiewicz zeskoczył z konia, porwał do rak karabin i kompanie swoją poprowadzlł na bagnety z okrzykiem hu-r-ra. Zbliżyli się do Moskali na niewielki dystans, jednak tak byli obsypani kulami, że z pośpiechem wrócić musieli straciwszy kilkunastu ludzi. Podczas gdy piechota msza się bila, konnica stojąca za jej plecami, była bezczynna.

Pan Rożnowski, nie wiedzieć dlaczego, a może dlatego, że trzaskające po drzewach kule i odcięte gałęzie spadające na głowy nasze drażniły jego nerwy, dosyć że wycofał nas z tego miejsca i wypromdził na pole, na terytorium austriackie,

W jednej obwili obskoczyli nas huzarzy, których oficer wezwał nas do złożenia broni, co natychmiast pan Rożnowski uczynił oddając swój pałasz. Zawołałem wtedy: "Hańbą jest dać się tak zabrać - za mną!“ i galopem ruszyłem z miejsca napowrót do lasu, z któregośmy wyszli. Gdym się zatrzymał u brzegu byłe tylko dwóoh przy mnie, brat mój Oleś i Zdzisław Puchała - tamtych wszystkich zabrali huzarzy... Nieustający ogień ręcznej broni z obydwóch stron trwał do godziny 5 po południu. Kompania do której z Puchałą przyłączyłem się, poprowadzona została brzegiem lasu w kierunku południowym, po czym zwróciliśmy się na zachód i stanęliśmy Moskalom u boku. Tym sposobem wzięci byli w krzyżowy ogień tak, że dłużej wytrzymać nie mogli i rejterować poczęli odstrzeliwując się naszym, którzy wystąpiwszy z lasu szli za nimi przez długość całej wsi. Kompanią, przy której byłem, dowodził Ryszard Rząśnicki. Wódz moskiewski straciwszy kilkadziesiąt ludzi wrócił jak niepyszny do Olkusza, my zaś pozostaliśmy na swoim stanowisku do późnej nocy. Poległych naszych było 17.

... Tak poległych jak i rannych naszych odwieziono do Krzeszowic, gdzie pierwszych z wielką okazałością, przy udziale wielkiej ilości ludzi i duchowieństwa pochowano, drugich zaś umieszczono w szpitalu... Nazajutrz byliśmy już w Krakowie, wprawdzie nie wszyscy, bo wielu połapali huzarzy...

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Gościliśmy

794016
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
W tym roku
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od 1 grudnia 2014
141
179
1930
790493
1930
9410
794016

Twoje IP: 3.237.178.91
2021-03-06 17:25:54

Zamonit.pl © 2011-2015. Napoleon Czarny