generał Marian Langiewicz

Stanisław

Myśliborski -Wołowski

G E N E R A Ł

M A R I A N L A N G I E W I C Z

1827 -1087

Opuszczając pole bitrcay pod Małogoszczą oddziały Langiewicza uporządkowawszy wreszcie początkowy bezład, pociągnęły ku wsi Bolmin zadęły później wieś Palichnę i ;,u rozłóżyły się na nocny biwak. Rano jednak kontynuowały bocznymi drogami dalszy marsz przez Nagłowice, Słupię i lasy szreniawskie w kierunku Pieskowej Skały, cały czas zacierając za sobą bardzo starannie i umiejętnie ślady.

W lasach szreniawskich Jeziorański znów wystąpił z propozycją podziału sił w celu uniknięcia poważniejszego rozbicia a nawet całkowitej zagłady na wypadek ponownego w najbliższym czasie ataku wojs rosyjskich, I I pod tym względem miał zupełną rację. Langiewicz pozostał jednak mimo wszystko konsekwentnie posłuszny dyrektywom, jakie otrzymał wyjeżdżąjąc z Warszawy od Zygmunta Padlewsikiegot które nakazywały gromadzenie większych sił pod jednym dowódstwem, a nie ich dzielenie. Sprzeciwiał się przeto przejściu na taktykę wojny typowo partyzanckiej, choć sytuacja raczej do tego skłaniała. Dlatego i tym razem odmówił Jeziorańskiemu, mając nadzieję zapobieżenia ewentualnej katastrofie dzięki o omijaniu większych zgrupowań rosjskich i przeprowadzeniu trudnych do rozszyfrowania forsofnych marszów. Męczył więc nimi żołnierzy, nie dając nawet koniecznego wypoczynku a wyżywienie pozostawił całkowicie ich własnemu przemysłowi. Ta wyczerpująca siły do ostatka wędrówka po bezdrożach trwała blisko tydzień wzbudzając z każdym dniem coraz wieksze niezadowolenie, a nawet wrogość do generała.

Nastroje antylangiewiczowskie podsycał skrycie Jeziorański 1 jego oficerowie, a szczególnie szef sztabu - Winnicki, aby wreszcie następnego dnia a po przybyciu do Pieskowej Skały wystąpić jawnie przeciwko generałowi.

Okazji do togo dostarczyła następująca okoliczność Langiewicz choć znosił cierpliwie warchostwo Jeziorańskiego i niechcąc pogłębić i jak już napiętych między nimi stosunków nie akcentował specjalnie swego naczelnego stanowiska w oddziale powstańczym.

Postanowił wreszcie w dostatecznie jasny sposób przypomnieć jeziorańczykom, że to on Langiewicu jest dowódcą formacji. W tym celu polecił swemu sekretarzowi sporzązdzić nominację dla oficerów Jeziorańskiego, zresztą identyczne z tymi jakie już mieli i uprawomocniwszy je swoim generalski podpisem rozkazał wręczyć zainteresowanym, W gronie oponentów zawrzało Postanowili otwarcie zamanifestować swą wrogość do Langiewicza.

Wszyscy oficerowie Jeziorańskiego zgromadzili się w jednej sali zamku w którym biwakował oddział, wezwali swojego pułkownika, by do nich, przyszedł, a kiedy się stawił wręczyli mu świeżo otrzymane patenta oficerskie, żądając aby je podpisał jako wódz naczelny.

Jeziorański usatysfakcjonowany wystąpieniem swoich podkomendnych odmówił jednak spełnienia ich życzeń przybierając postawę nie dbającego o zaszczyty i stanowiska męża, ale jednocześnie nie omieszkał zaakcentować swej niezależności od Langiewicza twierdząc, że rychło powstaną dwie równorzedne armie; Krakowska pod jego komendą oraz drugą lubelska pod Langiewiczem a nad nimi zwierzchnictwo obejmie generał Józef Wysocki który 17 lutego został właśnie mianowany przez Rząd Narodowy naczelnym wodzem sił powstańczych przebywających na lewym brzegu Wisły.

Mówił długo - pisał jeden ze świadków tej oracji - rozrzewnił wszystkich i scena skończyła się na uściskach i płaczu ".

Sugestie Jeziorańskiego na temat triumwiratu zostały ponowione raz jeszcze w Pieskowej Skale, ale przez kogo innego i o innym składzie personalnym. Mianowicie do obozu Langiewicza przybył właśniejeden z totumfackich Mierosławskiego z propozycją utworzenia wspólnoty dowódczej składającej się z gen. Józefa Wysockiego, gen Ludwika Mierosławskiego oraz gen. Mariana Langiewicza.

Propozycja ta - mająca głównie na widoku osobę Mirosławskiego, który po porażce w potyczce pod Krzywosądzem i Nową Wsią nie zawiadamiając Rządu Narodowego opuścił teren walk i umknął do Paryża pod pretekstem choroby gardła był skompromitowany całkowicie w oczach całego społeczeństwa polskiego i rządu- została kategorycznie przez Langiewicza odrzucona. Pisał on tym w jednym z listów do brata Aleksandra "Naturalnie dałam odpowiedź stanowczo odmowną z nadmienieniem, że p.Mirosławski powinien przede wszystkim iść na teatr wojny . Otóż człowiek, który mnie kazał zamordować jako nieprzyjaciela ojczyzny / p Mirosławaki zawsze identyfikuje się z Ojczyzną / który przez 16 ostatnich miesięcy ogłaszał mnie zbrodniarzem, zapragnął być moim towarzyszem w Rządzie Narodowym . Po odpowiedzi odnownej znów zostałem zbrodniarzem.”

Innym gościem, który zawitał w tym czasie do Pieskowej Skały,był czasie do Pieskowej Skały, był Andrzej Potiebnia, " naczelnik wielkiej konspiracji armii moskiewskiej" prawdopodobnie w celu uzgodnienia wspólnej akcji spiskowców rosyjskich z powstańcami. Czy tak było rzeczywiście, trudno stwierdzić na podstawie zachowanych źródeł faktem jednak jest, że Potiebnia przyłączył się do oddziału Langiewicza i pozostał w nim aż do swej śmierci.

Podczas gdy zmordowani forsownymi marszami spod Małogoszczy żołnierze Langiewicza zażywali zasłużonego odpouzynku na zamku Miroszewskiego w Pieskowej Skale i kiedy fronda jeziorańczyków dawała manifestacyjny pokaz szlacheckiego warcholstwa nieprzyjaciel przygotowywał właśnie nową operacją przeciwko formacji powstańczej. Stojąc obozem w Pieskowej Skale Oddział Langiewicza znalazł się w strefie działania garnizonów rosyjskich majora Medema w Olkuszu i majora Stolzenlda w Miechowie, którzy dowiedziawszy się, że Langiewicz wszedł na ich teren uzgodnili wspólny plan działania, którego celem było zaatakowani i całkowicie zniesienie jego oddziałów. Podobne zamiary miał także generał- major książę Szachowski, który przebywając akurat w Myszkowie otrzymał 2 marca nad ranem telegraficzny rozkaz z Warszawy aby "uciekającego ku granicy austryjackiej Langiewicza zaskoczył i zniósł doszczętnie". Szachowski nie namyślając się wiele wsadził swoich piechurów na podwody i pognał na łeb na szyje do Żarnowca, lecz tu dowiedzieliśmy się że powstańcy już go minęli kierując się na miasteczko Skałę, zawrócił do Wolbromia skąd rozesłał do Moderna i Stolzenwalda rozkazy, aby niezwłocznie atakowali Skałę . Rozkaz ten błędnie określi cel bowiem jak wiemy, Langiewicz skierował swe oddziały nie do Skały lecz do Pieskowej Skały co dawało różnicę wielkości kilkunastu kilometrów. Kolumny rosyjskie z Olkusza i Miechowa, ruszone rozkazem Szachowskiego pociągnęły ku Skale. Jazda majora Medema zupełnie niespodziewanie natknęła się we wsi Sułoszowa na konny patrol polski i zdobywszy jeńca uzyskała wreszcie prawdziwą informację o rzeczywistym miejscu powstańczęgo obozu. Strzały w Sułoszowej zaalarmowały polski oddział w Pieskowej Skale, który na rozkaz Langiewicza rozdzieliwszy się na dwie części jedną, liczącą zaledwie 50 ludzi, obsadził zamek z resztą wymaszerował w lasy ciągnące się ku północy, w stronę Wolbromia, nie wiedząc, że zdąża stamtąd kolumna rosyjska pod dowództwem Szachowskiego. 'Te ostatni zaś posłyszawszy we wsi Wielmoża huk strzałów od stromy Pieskowej Skały domyślił się że to właśnie tam należy szukać Langiewicza. Tym sposobem wywiązały się dwie oddzielne bitwy ;jedna wcześniejsza z silną kolumną Medema szturmującą zamek w Pieskowej Skale.

druga, późniejsza z oddziałami Szachowskiego, w lasach od strony Wolbromia. Rychło wskutek gwałtownego ataku wojsk rosyjskich, a także z powodu całkowitego wyczerpania amunicji przez obrońców zamek został zdobyty, przy czym jego zabudowania padły pastwą płomieni. Natomiast bitwa leśna wlokła się leniwie i bez rezultatu aż do zmierzchu, kiedy to wreszcie umilkła strzelenina i oddziały szachowskiego wycofały się do wsi Sułoszowy. O tej potyczce Szachowski wysłał podkoloryzowany mocno raport do Warszawy, twierdząc, że " miał zaszczyt stoczyć bitwą z 6000 buntowszczykami ”.

Tymczasem powstańcy rozpaliwszy wieczorem ognisko na lesistych wzgórzach, aby sprawiało wrażenie, że rozbili tam obozowisko nocą z 4 na 5 marca odmaszerowali tym razem rzeczywiście do Skały. W czasie marszu dotarła do Langiewicza wieść, że na cmentarzu tego miasta biwakuje major Stolzenwald z dwiema rotami piechoty, kozakami i " Objeżczykami". Wiadomość ta wpłynęła na generała ożywiająco, był bowiem tego dnia ” posępny, milczący i obojętny na wszystko". Natychmiast wydał batalioniwi majora Pióry rozkaz zaatakowania pozycji nieprzyjacielskich i chwyciwszy z rąk kosyniera kosę poprowadził batalion do ataku na oddział. Rosjanie nie zdoławszy powstrzymać brawurowego natarcia powstańców, pierzchnę li w popłochu ze swych stanowisk na cmentarzu i nie oparli się aż za miastem w lesie od strony Miechowa, pozostawiając na polu bitwy kilku poległych.

W ataku na skalski cmentarz, poległ niedawno przybyły do obozu Langiewicza w Pieskowej Skale Andrzej Potiebnia. Ciężko ranny od kuli swych rodaków konając w domu cmentarnika miał podobno wyszeptać serdeczne życzenia do otaczających jego posłanie powstańców ” Niech was Bog wspiera w walce przeciw tyranom".

Drobne przedmioty, które znaleziona przy zmarłym wziął na przechowania Langiewicz, aby dopiero po dwóch latach po uwolnieniu z austriackiego więzienia, znaleźć okazję do przekazania ich za pośrednictewem Józefa Mazziniego Hercenowi i Ogariewowi. Mazzini do przesyłki dołączył list w którym donosił, że Langiewicz był bardzo życzliwy Potiebni” i dlatego oddaje przyjaciołom rosyjskim za pokwitowaniem odbioru portfel, pulares, zegarek i inne pamiątki” po poległym z nadzieją, że staną się one zaczątkiem skarbca narodowego nowej Rosji ”

Po zajęciu Skały oddziały polskie rozłożyły się na krótki odpoczynek, po którym wyruszyły w kierunku Ojcowa i Smardzewic, gdzie zatrzymano się dla przykrej konieczności przeprowadzenia dochodzeń w sprawie mieszkańców tej wsi którzy po opuszczeniu Ojcowa przez oddział Kurowskiego splądrowali tę miejscowość mordujic przy tym pozostawionych tam rannych powstańców.

Zwołany na poczekaniu sąd w składzie którego weszli trzej żołnierze , miejscowy proboszcz, kapelan oddziału - ks* Konarski - wójt tamtejszej gminy , oraz dwóch starszych, smardzewickich włościan po przesłuchaniu świadków i oskarżonych skazał pięciu najbardziej winnych na karą śmierci. Kiedy Langiewiczowi przedłożono decyzję sądu do zatwierdzenia, utrzymał w mocy najwyższą karę jedynie tylko dla prowodyra tragicznych zajść. Czterech pozostałych ułaskawił, zamieniając im karę śmierci na chłostę. Rozumiał bowiem, że surowe, choć zgodne z bezwzględnymi prawami wojny, postępowanie, może tylko zwiększyć podsycaną przez carskie władze niechęć włościan do powstania, a przecież pragnął szczerze pozyskać ich dla sprawy narodowej. Zapowiadał nawet, że jeśli tylko zdobędzie odpowiednią ilość broni, uzbroi chłopów i poprowadzi ich do walki. Nie były to czcze słowa; w swoim oddziale miał przecież sporo żołnierzy pochodzących z wiejskich chat, szczególnie z formacji kosynierów.

Ze Smardzewic ruszył Langiewicz w kierunku granicy austriackie i 6 marca rozbił obóz w Goszczy gdzie nastąpiła nowa reorganizacja oddziałów, wśród gęstych oparów polityki z której wyłoniła się jego dyktatura.

Odwiedza nas 6 gości oraz 0 użytkowników.

Gościliśmy

793998
Dzisiaj
Wczoraj
Ten tydzień
W tym roku
Ten miesiąc
Zeszły miesiąc
Od 1 grudnia 2014
123
179
1912
790493
1912
9410
793998

Twoje IP: 3.237.178.91
2021-03-06 16:39:50

Zamonit.pl © 2011-2015. Napoleon Czarny